Jak "źli" Polacy nazwy kradną

Nie oszykujmy się, większość z nas woli zagraniczne firmy i ich produkty. Co prawda wszyscy znamy popularne hasło "dobre, bo polskie", ale kto się do niego stosuje? Wybieranie nazw podobnych do znanych marek to powszechnie stosowana praktyka, która niestety czasami przynosi więcej kłopotów, niż profitów.

Jak
Brak oryginalności wśród polskich przedsiębiorców?

Nie od dziś wiadomo, że przyciągają nas zagraniczne marki. Większość Polaków chętniej wybiera produkty z obcobrzmiącymi nazwami niż te z polskimi, unikamy też towaru wyprodukowanego w naszym kraju. Nic więc dziwnego, że wiele polskich firm próbuje być kreatywnymi i wybiera nazwy czy logotypy, które polsko nie brzmią albo kojarzą się z bardziej znanymi, międzynarodowymi markami.

• I tak dla przykładu mamy np. firmę LPP z siedzibą w Gdańsku, właściciela sieci sklepów Reserved i Cropp, które promują swoje produkty w języku angielskim, tak w punktach sprzedaży, jak i w internecie.

Inną, bardziej ryzykowną taktyką jest wybieranie nazw, które na myśl przywodzą znane marki, czasem balansując przy tym na granicy prawa własności intelektualnej. A wielkie koncerny tylko czekają na takich cwanych malutkich i przygotowują wielomilionowe pozwy, które niszczą niewielkie firmy, nie zagrażające w żaden sposób wizerunkom znanych marek, bo nie mające z nimi nic wspólnego. Nic, poza nazwą. O przykłady obrazujące powyższe sytuacje nie trudno.

• W Warszawie znajduje się pewna kancelaria o ładnie brzmiącej nazwie Global Audit Partner, która nie spodobała się amerykańskiej firmie odzieżowej GAP.
• Następnie mamy głośny proces producenta sprzętu elektronicznego Apple z niewielkim spożywczym sklepem internetowym A.pl.
• Olsztyńskie sklepy “ups!” naraziły się amerykańskiej firmie kurierskiej UPS.
• A niewielki polski producent dziecięcych butów Gucio już od dwóch lat boryka się z procesem wytoczonym przez nikogo innego jak znanego wszystkim Gucci.

Niektórzy powiedzą, że to normalne, przecież wykorzystanie nazwy czy logo, które ma już właściciela to nic innego, jak kradzież. Czy jednak niewielkie firmy, założone przez zwykłego Kowalskiego, które w wielu przypadkach tak naprawdę ciężko skojarzyć z wielkimi markami, szkodzą bardziej niż setki podróbek, produkowanych na całym świecie? Odpowiedź nie jest trudna.

PODZIEL SIĘ

Powiązane artykuły na stronie