Wojna o groszówki

Niedawna propozycja Narodowego Banku Polskiego wywołała nielada dyskusję, której głównym bohaterem są najmniejsze monety obecne w portfelach Polaków. Czy ustawa o zaokrąglaniu cen to początek prób wycofania groszówek z obiegu? Kto stoi w obronie miedziaków?

Wojna o groszówki

Na groszówki najczęściej narzekamy. Wypełniają portfel, nie są przydatne podczas płacenia a w sklepach często słyszymy sprzedawców pytających: „Może być bez grosza?”. W ostatnich dniach jednak o groszówkach zrobiło się dość głośno, a wszystko za sprawą propozycji Narodowego Banku Polskiego o zapoczątkowaniu zaokrąglania końcowych rachunków, które klienci mają do zapłacenia w sklepach. Absurdalne? Nie według urzędników, którzy przekonują, że zmniejszenie popytu na monety o najmniejszych nominałach pomoże w zaoszczędzeniu nawet 40 milionów złotych rocznie. Taka decyzja może oznaczać koniec promowania cen, kończących się na wszystkim dobrze znane i nie zawsze lubiane 99 groszy, co wywołało ogromny sprzeciw sprzedawców w całej Polsce, wierzących w magię niezaokrąglonych wartości. 

 

Jak wygląda propozycja NBP? Przygotowany projekt ustawy zawiera zasady, które miałyby zostać wprowadzone w punktach sprzedaży detalicznej w przypadku dokonywania płatności gotówką. Założenie jest proste, choć kontrowersyjne, ponieważ wymusza zmiany w kwotach, które klienci będą płacić w sklepach, zaokrąglając je do zerowych lub piątkowych końcówek. I tak, jeśli nasz rachunek kończy się na 1, 2, 6 lub 7 groszy, zostanie on zaokrąglony w dół, w przypadku 3, 4, 8 i 9 groszy – w górę. Innymi słowy, stracimy albo my, albo sprzedawcy. Pomysł NBP spotkał się z bardzo negatywnym odzewem ogółu społeczności. Urzędnicy bronią się, wyjaśniając, iż produkcja groszówek nawet trzykrotnie przewyższa ich wartość, zatem zmniejszenie popytu na najmniejsze monety może znacznie obniżyć koszty emisji. Pozostaje jednak pytanie: kto tak naprawdę na tym zyska?

PODZIEL SIĘ

Powiązane artykuły na stronie